Możliwe efekty uboczne, jak sobie z nimi radzić

Fototerapia jest kuracją bezpieczną i na ogół nie powoduje żadnych poważnych działań niepożądanych (nie piszę „nigdy”, bo w medycynie jedynie głupcy twierdzą, że coś nie występuje „nigdy”, po wielu latach pracy jestem przekonany, że możliwe jest niemal wszystko..). Jest jednak kilka objawów, które występują na tyle często, że warto im poświęcić nieco uwagi:
– bóle głowy, oczu – w pierwszych dniach kuracji stosunkowo często występują bóle głowy, poczucie napięcia karku, bóle oczu. Przyczyną jest na ogół zbyt duża intensywność światła (lub patrząc na to z drugiej strony zbyt duża wrażliwość danej osoby na stosowaną intensywność światła – dla wielu innych osób ta intensywność zbyt duża wcale nie jest). Nie jest to objaw groźny. Rozwiązanie problemu także jest raczej proste. Zwykle wystarczy na kilka dni zwiększyć odległość od źródła światła (np. o około metr), a następnie stopniowo znów się przybliżać (albo przybliżać do siebie źródła – zależnie od koncepcji).
– niepokój, pobudzenie – mogą oznaczać przedawkowanie. Światło jest swego rodzaju tachytymoleptykiem, czyli działa przede wszystkim na poziom energii i napęd, a dopiero wtórnie na nastrój. Z tego względu najpierw odczuwa się poprawę energii, jeśli jest ona bardzo wyraźna i niezgodna z nastrojem, to jest często odbierana przez człowieka jako rodzaj niepokoju. W rzeczywistości jest jedynie bardzo niewielka różnica między sytuacją, którą określamy „energia mnie rozpiera”, a taką, którą nazwalibyśmy „nie mogę sobie znaleźć miejsca z niepokoju”. W obu tych sytuacjach mamy do czynienia z nadmiarem napędu (energii), ale nadmiar ten jest różnie interpretowany w zależności od tego, jaki nastrój jest w jego tle – energia i dobry nastrój to chęć do przenoszenia gór, ta sama energia i nastrój zły – chęć do schowania się w mysią dziurę. Jeśli fototerapia wywołuje niepokój to należy na pewien czas zmniejszyć natężenie stosowanego światła (odsunąć się od jego źródła lub użyć odpowiedniego pokrętła, jeśli używana przez nas lampa jest w takowe wyposażona), albo skrócić czas trwania ekspozycji.
– wysypka skórna – w praktyce nigdy się z tym nie spotkałem, ale teoretycznie jest to możliwe. Światło stosowane w fototerapii nie obejmuje podczerwieni ani ultrafioletu więc nie powinno działać na skórę, ale jeśli usiądzie się bardzo blisko, a skóra jest bardzo wrażliwa (lub dodatkowo czymś podrażniona – np. perfumami czy kosmetykami) to pewnie może wystąpić jakiś rumień. Rezygnacja ze środków uczulających i oddalenie się od źródła światła (nieznaczne) powinny szybko rozwiązać problem. Jeśli tak się nie stanie, to lepiej skontaktować się z dermatologiem – bardzo możliwe, że światło nie jest tu wcale winne.
– myśli samobójcze – niezwykle rzadko (spotkałem się z taką sytuacją raz w ciągu niemal 25 lat!) może się zdarzyć, że po pierwszych seansach fototerapii pojawią się, lub nasilą występujące już wcześniej, myśli samobójcze. Przyczyna jest taka sama jak w przypadku niepokoju (patrz punkt wyżej) – światło szybciej działa na napęd niż na nastrój, co w rzadkich przypadkach powoduje paradoksalną reakcję organizmu. Myśli samobójcze to bardzo poważny problem, jeśli wystąpią należy pilnie zgłosić się do lekarza i nie próbować poradzić sobie samemu. Pewnie okaże się to nadmierną ostrożnością, ale jest to właśnie taka sytuacja życiowa, w której na zimne trzeba bardzo mocno dmuchać.
– zmiana fazy na hipomaniakalną/ maniakalną – u osób bardzo wrażliwych światło może okazać się tak skuteczne, znam takie przypadki, że już po pojedynczym naświetlaniu brak napędu może zmienić się w nadmiar energii, a smutek w euforię. Dla samego pacjenta jest to zwykle bardzo miłe odczucie, jednak otoczenie może być poważnie zaniepokojone. Można też narobić sobie sporo kłopotów z powodu nagłego pojawienia się lekkomyślności i beztroski. Także w takich sytuacjach należy skontaktować się z lekarzem psychiatrą.
Fototerapia jest bezpieczną metodą leczenia. Poważniejsze objawy niepożądane takie jak pojawienie się myśli samobójczych czy zmiana fazy na hipomaniakalną pojawiają się bardzo rzadko.

 

pic_author

Autorem tekstu jest
prof. dr hab. n.med Łukasz Święcicki
II Klinika Psychiatrii Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie